Obecna Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Zbąszynku.
Moi rodzice pochodzą z Dąbrówki Wielkopolskiej. Nie jesteśmy jak większość mieszkańców ludnością napływową gdyż moja rodzina mieszka na tych ziemiach od wielu lat. Moje dzieciństwo kręciło się zawsze blisko domu w Zbąszynku, albo wakacyjnie u babci w Dąbrówce Wlkp. Najpierw szkoła podstawowa w Zbąszynku, potem średnia w Międzyrzeczu. Tam dojeżdżałam jak większość rówieśników pociągiem. Nie brakowało jeszcze wtedy wygodnych połączeń kolejowych i każdy mógł jeździć do szkoły w dowolnym kierunku. Wtedy jeździły jeszcze stare dobre „piętrusy”, w których było zawsze gwarno. Nikt nie siedział z nosem w telefonie. Dawniej w mieście prężnie działała restauracja „Lech” gdzie czasem w niedzielne popołudnia tata zabierał mnie i moich braci na lody lub deser. Fontanna w parku na ulicy Plac Wolności notorycznie zalewana w czasie ulewy służyła nam za basen. Po wielkich opadach często wracałam z koleżankami skąpana do domu choć woda, co tu dużo mówić, to był ściek z wszystkich ulic. A że nasi rodzice nie znali jeszcze pojęcia alergia, uchodziło nam to płazem. Takie miałam szczęście, że praca zawodowa również od samego początku związana jest ze Zbąszynkiem. Po szkole średniej i rocznej szkole policealnej zarejestrowałam się w Urzędzie Pracy w Wolsztynie i po kilku dniach zostałam wezwana do Urzędu Miejskiego na staż. I tak zaczęło się moje życie zawodowe. Po odbyciu stażu zaproponowano mi pracę w Urzędzie (widocznie się sprawdziłam). Do pracy w 1997 r. przyjmował mnie Burmistrz Pan Wiesław Czyczerski. Pamiętam, że bardzo się bałam Pana Burmistrza bo wydawał mi się taki surowy i wymagający. Teraz po latach wiem, że taki pracodawca to chyba pracowników na swój sposób „kocha” i traktuje trochę jak swoje dzieci. Taki powinien być szef czy rodzic jeśli kocha to wymaga. Sekretarzem Gminy był ś. p. Pan Zdzisław Nowacki bardzo serdeczny człowiek, zawsze łagodził jakieś wybuchowe sytuacje, rzucił jakimś żarcikiem. Byłam wtedy w urzędzie najmłodszym pracownikiem. W każdym referacie byli życzliwi ludzie, choć dużo starsi to zawsze chętni do pomocy, dużo się nauczyłam od moich starszych kolegów i koleżanek. Niektórych już z nami nie ma. Wspomnę też ś. p. Pana Jana Mazurka Burmistrza Zbąszynka, z którym mieliśmy przyjemność pracować, niestety bardzo krótko. W mojej pracy w Zbąszynku była 5-cio letnia przerwa ponieważ podjęłam pracę w Starostwie Powiatowym w Świebodzinie po czym znów wróciłam do Zbąszynka, ale już do Urzędu Stanu Cywilnego. Tutaj dopiero poznałam dyscyplinę pracy. W zagadnienia związane z pracą w USC, ewidencji ludności i dowodach osobistych wprowadzała mnie Pani Małgorzata Kujawska, z którą pracuję po dziś dzień. Bardzo Ją szanuję bo dzięki Niej dowiedziałam się jak powinna wyglądać praca w dziedzinie spraw związanych z różnymi ludzkimi zdarzeniami, jak narodziny, małżeństwo czy zgon, że tematy z którymi przychodzą do nas interesanci są zawsze szczególne, a to o czym się mówi w tym biurze, nie wychodzi poza urząd. Wiedza Pani Małgosi po dziś dzień jest dla mnie bardzo cenna bo Ona pamięta wszystko jak było od początku. Dziękuję Bogu, że tak pokierował moim życiem, że mogłam zostać w Zbąszynku. Jako nastolatka oczywiście marzyłam o tym, że kiedyś wyrwę się z tej jak mówiłam „dziury”, ale dziś jestem bardzo szczęśliwa, że do tego nie doszło. Dokądkolwiek jadę, cieszę się, że zobaczę coś nowego, ale najszczęśliwsza jestem kiedy wracam do domu, do Zbąszynka
źródło:
Zbąszynek. Historia miasta i jego mieszkańców, B. Niemiec- Kromska, Wspomnienia ze Zbąszynka, Zbąszynek 2024
Foto: