Ilekroć wracam do wspomnień z lat szkolnych, to za każdym razem przypomina mi się pewnego rodzaju kuriozum związane z moją edukacją w szkole podstawowej.
Otóż jestem przekonany że byłem jedynym uczniem tej placówki, w całej jej historii, który w ciągu 7 lat pobierania nauki był uczniem wszystkich trzech klas danego rocznika.
Naukę w szkole rozpocząłem w 1958 roku. Zostałem przydzielony do klasy I a. Wychowawczynią klasy była pani Pochanke. Podobnie było w klasie drugiej. Natomiast w klasie trzeciej, w połowie października zostałem przeniesiony do klasy 3 c. Wiązało się to z budową „małej szkółki” na obecnej ulicy sportowej. W założeniu w nowej szkółce miały pobierać naukę dzieci klas 1-4.
Od września 1960 r. Klasy pierwsze, drugie i trzecie uczyły się już w nowej (nie skończonej jeszcze) szkole. Ale dla klasy trzeciej c zabrakło miejsca. Władze szkolne podjęły zatem decyzje, aby klasa 3 c pobierała naukę w dużej szkole, ale popołudniu ,na drugą zmianę.
W domu było jeszcze dwoje młodszego rodzeństwa w wieku 2 i 3 lat. Prowadząca tzw. gospodarstwo domowe moja babcia uważała że małe dzieci powinny dostawać mleko „prosto od krowy” , zatem moja mama sprawę tą załatwiła. Mleko należało odbierać w Bronikowie. Powstał problem z dostarczeniem owego mleka. I tutaj właśnie okazało się że świetnie się składa, bo jedna z klas trzecich chodzi do szkoły popołudniu. I w związku z tym, bez konsultacji ze mną, przeniesiono mnie do klasy 3 c. Moim zadaniem było udać się do Bronikowa rowerem i dostarczyć codziennie do domu 2 litry mleka. Prosto od krowy.
Teraz po latach mogę przyznać ze tak jak lubiłem chodzić do szkoły, tak mi to minęło. Gdy szedłem po południu na lekcje i widziałem uśmiechniętych uczniów, którzy byli już po zajęciach, to perspektywa siedzenia paru godzin w półmroku w najmniej przytulnej klasie w szkole, nie napawała optymizmem. Klasa nasza mieściła się bowiem na parterze. Pierwsza z lewej od sali gimnastycznej. Tam było ciągle ciemno. Drzewa z parku skutecznie blokowały dostęp światła. Sprawy nie rozwiązywały dwie lampy z nisko watowymi żarówkami.
Na początku lat 60 -tych zimy były śnieżne i mroźne. Dla 10 -cio latka, jakim wówczas byłem kurs do Bronikowa po oblodzonej drodze był nie lada wyczynem. Pamiętam któregoś mroźnego poranka wracając z mlekiem do domu. Znalazłem się w rowie .Kanka miała co prawda „dekiel” ale mleka spora część się wylała. Uzupełniłem zatem brakującą ilość śniegiem z rowu i szczęśliwie dotarłem do domu.
A popołudniu do szkoły. Czasem to już się ściemniało, jak przychodziliśmy na lekcje. W tej klasie było po prostu ciemno i ponuro. Całość tej niezbyt korzystnej atmosfery dopełniała wychowawczyni klasy. Była to bowiem pani Wanda Kołc. Jak sięgnę pamięcią nigdy nie widziałem żeby ta pani się uśmiechała. Była ciągle na coś zła.{szczególnie na nas uczniów} Być może te frustracje spowodowane były tym, że borykała się z ułomnością, czy traumą z dzieciństwa.
Jedno wszak nasza pani wychowawczyni zdołała osiągnąć. To że baliśmy się jej wszyscy jak ognia. U niej nie było wyjaśniania czy tłumaczenia uczniom. Był krzyk.
W następnym roku szkolnym do małej szkółki uczęszczały także klasy czwarte. Oprócz klasy 4 c. Natomiast w klasie piątej nastąpiła radykalna zmiana. Klasa nasza była na piętrze, okna od podwórza szkolnego. Sala słoneczna i widna. Wychowawczynią klasy była pani mgr D.Kasperczak. Krótko mówiąc znowu polubiłem szkołę.
Idźmy dalej.
Jest początek roku szkolnego 63/64.Szósta klasa. Tym razem przydzielono nam klasę w łączniku. Nad obecną biblioteką. Po rozpoczęciu roku szkolnego. Bodajże 3 lub 4 września przyszedł do klasy ówczesny kierownik [nie dyrektor] szkoły pan Bolesław Marut. I oznajmił. Ponieważ w klasie szóstej b jest za mało uczniów, a w szóstej c jest więcej, zatem dwoje uczniów zostanie przeniesionych do 6 b. Nastąpiło pytanie: Kto z Was ma chęć przejść do innej klasy? Zapadła grobowa cisza. Nikt nie chce? To ja przyjdę na następnej lekcji i sam wyznaczę dwóch chłopców. Dziewczynki zostaną. Po godzinie przyszedł ponownie. Na pytanie czy któryś z nas się zastanowił i chce przejść – nie było odpowiedzi.
Wziął dziennik i pomijając dziewczęta wyczytał {jak leci} od góry. Banach i Danysz. Zgodnie z poleceniem spakowałem wszystko i udałem się do wyjścia. Gorzej z kolegą. Ten wpadł w histerię. Szlochał jak małe dziecko. Jako argument na nie mówił :że w tamtej klasie koledzy będą go bili sic.
Prawdę mówiąc dla mnie nie miało to większego znaczenia. Ja miałem kolegów we wszystkich 3 klasach tego rocznika. Tu czy tam wszystko jedno. Nigdy nie miałem problemu z adaptacją do nowego środowiska czy warunków. Natomiast ów płaczący kolego nie odpuścił. Pobiegł do domu. Przyszedł z matką. Załatwiono sprawę tak, że on został w tej klasie co był. Natomiast przeniesiono tylko mnie.
Wychowawcą w nowej klasie był pan Edward Gruszka. Dodam tylko że nowa klasa przyjęła mnie bardzo dobrze i przyjaźnie.
Kończąc te moje wspomnienia chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedną istotną sprawę.
W każdej klasie w której byłem. Na lekcji wychowawczej nauczyciel wielokrotnie podkreślał że cyt. 'Wy jesteście najgorszą klasą w tej szkole”
czy tak było w istocie — tego nie wiem/
A może wynikało to z faktu że akurat ja jestem uczniem w tej klasie?
[źródło: tekst nadesłany e-mailem w dniu 26.02.2026 r.]