Z wielką radością przyjąłem fakt ukazania się zapowiadanej od dłuższego czasu E -Kroniki.
Niektóre materiały dotyczące tzw. życia codziennego mieszkańców nie została opublikowana ze względu na ograniczoną „pojemność woluminu. Dlatego powstanie E -Kroniki uważam za bardzo dobry pomysł.
W Zbąszynku mieszkałem od roku 1952 do 1971.I tutaj mogę się poszczycić tym, że mieszkaliśmy w domu w którym podczas pracy w Zbąszynku mieszkał Friedrich Veil. Jest to posesja na ulicy Wojska Polskiego 52.
W czasach które dot. moich wspomnień (lata 50-te i 60-te) każdego roku zimą był śnieg. Obecnie zdarza się to raz na kilka lat. W czasie ferii zimowych i nie tylko często wychodziliśmy na dwór na sanki. I tu powstawał problem. Gdzie na nich zjeżdżać. Otóż pamiętam jedno takie miejsce, gdzie się spotykaliśmy. Za Prezydium przy drodze na Nowy Gościniec, po lewej stronie był ogromny dół Sądzę że było to wyrobisko po żwirze potrzebnym do budowy miasta. Do tego dołu pracownicy Zakładu Gospodarki Komunalnej wyrzucali śmieci z całego miasta, następnie je podpalając. Dól jednak był tak ogromny, że nam to w niczym nie przeszkadzało. Tym bardziej że padający śnieg gasił wszelkie płomienie. Była to dla nas nie lada frajda. Cały ślizg na sam dół, to było szusowanie ok.100 metrów. Wiem że niektórzy mieszkający na ulicy Kosieczynskiej zjeżdżali po nasypie, na drogę do Kosieczyna. Było to bardzo niebezpieczne, a po za tym „stok” to zaledwie 3-4 metry.
Czasem chodziliśmy także w okolicę cmentarza. Tam, między wiaduktami również fajnie się zjeżdżało. Ale także niestety na drogę publiczną . Dopiero w latach70 – tych, podczas renowacji stadionu powstał wał ziemny zakończony łagodnym środkiem do zjeżdżalnia na sankach. Wiem że „górka” cieszyła się ogromnym powodzeniem . W tym okresie pomyślano również o tych ,co jeździli na łyżwach. Można było co prawda ślizgać się po ulicy, po ubitym śniegu. Ale łyżwy często przecinały śnieg i było to bardzo „niekomfortowe”.
Jako członkowie OSP w porozumieniu i pomocy Komendanta Kolejowej Straży Pożarnej pana Józefa Gościniaka wylaliśmy kilka kubików wody w miejscu gdzie kiedyś było boisko do piłki ręcznej. Po lewej stronie od głównej bramy. Obecnie są tam korty tenisowe. I w ten sposób powstało świetne lodowisko.
Wypada także wspomnieć o innych „sportach zimowych” w Zbąszynku. Chciałbym opowiedzieć także o korzystaniu z nart . Rozmawiając z kolegami w szkole dowiedziałem się, że jest nas pięcioro, którzy posiadają w domu narty We wszystkich przypadkach (także moim) były to narty tzw. poniemieckie. Które poprzedni mieszkańcy zostawili. Myśmy w domu mieli nawet 2 pary nart. Ponieważ jak wspomniałem śnieg, natura gwarantowała nam każdego roku, zatem wielokrotnie z owych nart korzystaliśmy. Szusowaliśmy na nartach przez bronikowskie pola aż do słynnego dębu. Od dębu do skraju lasu jest około 200 metrów. Teren się obniża tworząc łagodny stok. Po przejechaniu na sam dół powstawał świetny tor, po którym każdy następny zjeżdżał aż do lasu . Co za frajda. Niestety później trzeba było się wdrapać z powrotem. Ale było warto. Dziś może się to wydać śmieszne czy głupie. Ale w owych ciężkich peerelowskich czasach nie było nas stać na wyjazd w góry. Dlatego właśnie rodziły się takie pomysły na spędzanie zimą wolnego czasu. My wówczas bawiliśmy się świetnie A dziś z uśmiechem to wspominamy, oraz korzystając z E -Kroniki podzielić się tym z innymi.
[źródło: autorskie wspomnienia nadesłane do na adres e-mail eKronika Zbąszynek w dniu 09.01.2026]