30/12/2024 - Sławomir Nowak – wspomnienia

Do Zbąszynka przybyłem wraz z rodzicami z pobliskiego Zbąszynia. Było to w maju 1976 roku. Miałem wówczas 5 lat. Zamieszkaliśmy w nowo oddanym przez Spółdzielnie Mieszkaniową, blok przy ulicy Długiej 40.

Tata pracował jako maszynista parowozów oraz lokomotyw spalinowych na PKP w Zbąszynku. Mama zajmowała się domem. Wcześniej przez sezon pracowała w drewnianym kiosku sprzedając z automatu włoskie lody. Kiosk ten znajdował się przy ul. Wojska Polskiego, za zakładem szewca, Pana Bolka Nowackiego, dalej stał nowoczesny jak na lata 70’ ubiegłego wieku, pawilon handlowy. Zresztą jest on do dzisiaj jednym z największych sklepów spożywczych w Zbąszynku (oprócz Biedronki i Dino).

To co pamiętam z tamtych lat, to że stacja kolejowa była większa od miasta. Biegły dwie główne ulice  PCK oraz Wojska Polskiego. Ulica Długa, wcale nie była tak długa jak tamte ulice. Wszędzie było dużo zieleni, pięknych drzew, krzewów, kwiatów i trawników przy ulicach i placach: tym przy Urzędzie Miejskim oraz tym na Placu Wolności przy dużej szkole.  Do tego dwa duże boiska z małą i dużą górką, gdzie gdy spadł śnieg zjeżdżaliśmy na sankach.

Między ulicami Wojska Polskiego, Kilińskiego oraz Szeroką były ogródki przydomowe z uroczymi alejkami i ścieżkami, przypominającymi bardziej wiejski obraz. Lubiłem z kolegami wraać tamtędy do domu. Zaś rano do szkoły szedłem ulic Warszawską, która oczami wyobraźni małego chłopca kojarzyła się z umocowaniami i fortyfikacjami ze względu na charakterystyczny mur przy obu stronach ulicy.  Wtedy na środku po prawiej stronie stał tylko jeden poniemiecki budynek. Po lewej nie było jeszcze tych budynków co są teraz, ani bocznych uliczek.  Jesienią zbierałem tam kasztany, które spadały z rozłożystych i dorodnych kasztanowców.

Mój obraz wczesnej edukacji to tzw. „Mała Szkółka”, która wtedy była barakiem z cegły. Za szkołą był teren zielony, na którym rosły brzozy. Stał tam zrujnowany budynek przebieralni, na środku częściowo zarastający już basen, były też żeliwne podstawy po dawnych huśtawkach, ale i tak było tam fajnie i można było się bawić. Dalej zaczynały sę ogrody działkowe.

Pamiętam z tamtych czasów trzy kioski Ruchu. Jeden stał niedaleko poczty, na Placu Dworcowym. Drugi przy blokach na ul. Wojska Polskiego, a trzeci po prawej stronie, na środku przy Placu Wolności, Zawsze po szkole, do tego właśnie kiosku biegłem we wtorki po lekcjach żeby stanąć w kolejce, a jak dopisało szczęście – kupić komiksy z serii: „Kapitan Żbik”, „Podziemny front”, „Pilot śmigłowca” i nieraz kolorowe gazety, w których były duże fotosy z zespołami muzycznymi albo z plakatem Bruce Lee.

Przy Dużej szkole, na narożniku ul. Kasprowicza i ul. Szerokiej była piekarnia. Po południu, gdy byłem na zajęciach lekcyjnych, w przerwie leciało się po ćwiartkę świeżego chleba lub po bułki.  A tak, to chodziło się na orężadę  i inne słodkości do Pani Klekot.

Stacja Kolejowa i dworzec zapamiętałem jako miejsce z dużą ilością pasażerów, z barem na drugim peronie oraz setkami idących do i z pracy kolejarzy. Z zapachem dymu parowozów, ogromnym ruchem na dworcu towarowym z czynną górką rozrządową i manewarami.

Tata jako maszynista mnie tam czasami zabierał. Więc mogłem popatrzeć, również z perspektywy będą w kabinie parowozu. Mama tylko wyzywała, że po powrocie do domu, wyglądałem jak osmolony górnik.

źródło:
Zbąszynek. Historia miasta i jego mieszkańców, S. Nowak, Wspomnienia ze Zbąszynka, Zbąszynek 2024
Foto:
Sławomir Nowak, Zbąszynecki Ośrodek Kultury, 2024

Przejdź do treści